2003-05-02
Starogard
Zabrałem ze sobą Spoko, Bearcata i Speedyego.
1. Spoko - znowu problemy z silnikiem ale przyczyna tkwiła w
rurkach od paliwa. Pierwszy lot pięknie ale znów zgasł silnik
(druga rurka puszczała - ocierały o kadłub). Drugi lot ładnie
- aż tu nagle podczas niezbyt szybkiego i łagodnego nurkowania
odpadło skrzydło. Model gruchnął w ziemie rozpadając się
na masę kawałków a skrzydełko szybowało i szybowało aż
spadło z 400m dalej.
Przyczyna tkwiła w za słabej konstrukcji skrzydła w okolicach
kadłuba. To chyba wada egzemplarza przedseryjnego (żeby
pocieszyć innych użytkowników Spoko :).



to nie operacja -
to sekcja

a tu winowajca -
skrzydła trzymały się na listwie balsowej o przekroju 60x5mm
z przodu a z tyłu listwa balsowa 10x7mm + skromne wzmocnienia z
balsy 1mm !!!
Zwłoki
zostały zapakowane do worka...
2.
Bearcat - cud - MDS zaczął działać od razu!, drobna
regulacja i w powietrze. Model lata pięknie. Niestety zgasł i
lądujemy w trawie (latanie bez podwozia). Za drugim takim razem
jednak złamał śmigło. Na szczęście miałem jakieś
kavanowskie 10x4 (a było APC 10x3) - kurcze silnik zaczął
pracować stabilniej. I znowu lot. Kavan daje odczuwalnie słabszy
ciąg - ale i tak jest go dość :) Następnie model dostał
podwozie. Niestety nie dało się z niego startować - kółka
za małe a podwozie "za prosto" - więc znowu rzut.
Naprawdę lata super. Lądowanie - ładne ale zatrzymał się na
dziubku (podwozie :).

podczas odpalania
na widełkach

2003-05-07/10
Mechucino - pierwszy raz w tym roku. Speedy a w sobotę również
mszybowiec, w którym to znowu trzeba coś poprawić ... :(
2003-05-11
Starogard
Zapakowałem Bearcata,
Piperka
i oczywiście Speedyego. Wiało.
Wykonałem kilka lotów Bearcatem. Trudno bestię posadzić na
trawie. .. ostatnie lądowanie skończyło się urwaniem
mocowania gniazda śruby skrzydeł :(
Piperek w zasadzie w planach miał tylko dotarcie silnika (no
chyba żeby ...) i tak też się stało - 4 zbiorniczki - silnik
można uznać za wstępnie dotarty. A w między czasie Speedy -
daje się nim całkiem dobrze polatać na żaglu.
2003-05-24
Starogard
Sobota, na lotnisku byłem pierwszy - już przed 13.00 :) W bagażniku
Piperek, Bearcat i dyżurny Speedy.
Na pierwszy ogień poszedł Bearcat. Odpalił od razu - drobna
regulacja i na pas i .. oczywiście zgasł :(
Powrót na stanowisko i próba wyregulowania - gasł skubany w
położeniu pionowo do góry - no i tak kilka razy: góra/regulacja/gaśnięcie/zapalanie/góra. A jako ze na lotnisku nie
było jeszcze żadnego praktykującego modelarza to musiałem robic to sam. I
tak po którymś razie w ferworze walki i zdenerwowania moja
czujność i uwaga zostały uśpione i moja ręka "poszła" do iglicy na skróty - poprzez
śmigło ... :(((( I trach - silnik się zatrzymał. Krew się
leje ale palce całe i na miejscu, śmigło złamane. Nie wyglądało
to dobrze. Zostałem fachowo opatrzony, zwinąłem sprzęt i
pojechałem do Szpitala, gdzie założyli mi 3 szwy na prawym
kciuku.
Wróciłem na lotnisko i nawet zrobiłem jeden krótki lot
Speedym ale źle się latało - ponadto wiatr wiał od strony
drzew także to co mieliśmy nad lotniskiem było nieźle pokręcone
...
Na paluchu złamało się śmigło kavan 10x4 (ostatnio zrobiłem cyrkla tym modelem i śmigło
było całe!).
Aż strach pomyśleć gdybym miał tam APC ...
Przez tydzień zostałem wyłączony z latania i dłubania.
Dopiero po tygodniu wypuściłem się ze Speedym na kilka lotów.
Co
za miesiąc - zaczął się kasacją Spoko a skończył pociętym
paluchem ... :(



zdjęcia: Paweł
Wenda
|