trenerek 1 

 
Projekt DRUGI - Trenerek 1 

 
Po nieudanych próbach z grummanem, za namową doświadczonych wygrzebałem (otrzymany wraz z grummanem) z piwnicy model trenerka.

Tenerek po udanym lądowaniu w trawie

O samym modelu można powiedzieć, że nie jest zbyt piękny. Klasyczna konstrukcja balsowa kryta papierem japońskim, pomalowana w beznadziejne kolory (ziemno zielono-niebieski). Sterowanie wysokość, kierunek i gaz oczywiście. Bez kół.
Wyposażenie przełożyłem w dwa dni. Korzystając z programu do wyznaczania środka ciężkości obliczyłem, że model należy dociążyć z tyłu. Nic nie można było już przesunąć więc dociążyłem go na ogonie.

Tym razem do oblotu postanowiłem umówić się z kimś doświadczonym (no i ten nieszczęsny MDS). A nie masz ci w okolicy bardziej doświadczonego modelarza jak sam Krzysztof Szykowski (właściciel AMC).

TEN dzień przypadł na sobotę 2002-06-08. Wybrałam się z rodziną aż do Starogardu (60km). Na miejscu zastaliśmy całkiem przyzwoite prywatne (krzysztofa) trawiaste lotnisko modelarskie. A na nim kilku modelarzy wraz z rodzinami. W końcu można popatrzeć na inne modele i porozmawiać z kolegami "po fachu".

OK - sam mistrz wziął model do ręki. Od razu musieliśmy zainstalować jeszcze kilka gumek utrzymujących skrzydło.
SILNIK - to co dla mnie było wręcz niewykonalne - tu - Krzysztof zaciągnął paliwo, wylał nadmiar przechylając model, śrubę regulacji ustawił na oko ... Następnie kilka razy zakręcił i ... iii ... ruszył skubany!!! (przy pełnym otwarciu przepustnicy!)
Krótka regulacja, wypalenie dwóch zbiorników paliwa, zatankowanie trzeciego i czas w niebiosa ...
Inny kolega rzucił pewnie model. Model wzbił się dość gwałtowanie i niestabilnie na kilka metrów - poczym pokręcił się na boki, w górę i przeciągnął - waląc z łomotem w glebę. Całość trwała jakieś 5 sekund. Z biciem serca podchodzimy do wraku i okazuje się że nie jest tak źle - śmigło doszczętnie połamane, wyłamany bolec do mocowania gumek skrzydła i parę pomniejszych uszkodzeń.
Mistrz rozkłada ręce - mówi nie dało się, zalecił zdemontować dodatkowe obciążenie ogona.

Pół godzinki roboty i model był gotowy do lotu.
Tankowanie i Krzysztof płasko rzuca. Złapał powietrze, kurcze, leci, leci!!! Lata - Krzysztof kieruje. Oblot spokojny - czysto testowy. Paliwko kończy się szybko (5min). Udane lądowanie szybowcowe. 
Wnioski: za duży silnik (4,6cm) - zalecenia: zwiększyć kąt nachylenia silnika do dołu. Dwie nakrętki - pół godzinki i model znów gotowy (silnik mocno w dół - na oko 8 stopni), tankowanie.
Tym razem rzucam ja - trochę za słabo - ale mistrz wyprowadza jakoś model (ach ten silnik...). No znacznie lepiej, po chwili przejmuje stery - po tylu staraniach człowiek normalnie boi się - stery lekko, lekko mówię - no pokręciłem się chwilkę - mało pewnie. Paliwko się kończy, stery przejmuje Krzysztof, ląduje. Znowu tankowanie, znowu rzucam ja - znowu dałem ciała, trochę się wypierniczyłem (padało wcześniej) ale zdążyłem rzucić model - mistrz wyprowadził. Po chwili nadajnik w moich rękach. Latam dość nisko - model kiepsko widać - robi się ciemno. Latanie - cóż dość wstrzemięźliwe i niezdarne - ale jakoś kręcę. Znów koniec paliwka, mistrz ląduje.

Wracamy jest już 21.00.

Wnioski:
1. podreperować model (troszkę) i poprawić parę drobiazgów
2. zainstalować większy zbiornik (jak się da - bo ten jest zabudowany (ma 50ml))
3. zrobić podwozie

4. odpuścić sobie na razie inne (ładne) modele (a tak wpadł mi w oko hydroplan - Albatross...)
5. a może dać mu ładniejszy kolor -;)

Było bardzo sympatycznie, moje dzieci miały co robić (były inne dzieci) - a to naprawdę daje duży komfort psychiczny. Było także ognisko, kiełbaski, piwko ... Wrócimy tam nie raz

Oczywiście oprócz mojego latały inne ładniutkie modele.
Zdjęcia z tego spotkania znajdują się tu

 .

© hilbrycht.com