W końcu
stało się
Wybrałem
się do znajomych za miasto żeby spróbować samemu wykonać cały
program (start - pokręcenie się na górze no i lądowanie).
No może nie do końca sam - z małą pomocą kolegów (jeden do
rzucania modelu, drugi do otwierania piwa -;).
Przygotowałem
wszystko do zamontowania podwozia (ostatnio odpadło
spektakularnie) lecz ostatecznie nie zamontowałem go - bo: 1.
brak warunków na start i lądowanie z ziemi i 2. brak doświadczenia.
Dość mocno wiało tego dnia ale ...
Słowem - Super - poszło gładko - odpalenie silnika -
bajka (ręką), start również ok, no i latanie ... - myślę,
że miałem spory wkład w tor lotu mojego trenerka, latał
prawie tam gdzie chciałem, pętle, szybkie zwroty a nawet lot
odwrócony. 3 loty.
No może lądowanie (już jako szybowiec) nie wychodziło
najlepiej ale to twarda konstrukcja -;). Przy trzecim lądowaniu
(był niestety za daleko a było to pod wiatr i troszkę za górką)
gruchnął troszkę mocniej (straciłem go z oczu jakieś 2-3 m
nad ziemią) - pękło łoże silnika i kilka cm2 poszycia.
2h pracy i będzie naprawione (już jest).
Lądowanie - to temat nad którym należy popracować w
pierwszej kolejności.
Aaa i dodam tylko, że wbrew zaleceniom doświadczonych kolegów
po fachu a na przeciw swoim przyzwyczajeniom przestawiłem drągi
w nadajniku. Teraz mam: lewy: gaz (jakby były lotki to byłby
tu też kierunek), prawy: wysokość i kierunek (bo nie ma
lotek).
Oto
parę zdjęć:

odpalanie silnika

pełen gwizdek i ...

poszedł !!!

gdzieś w górze

podejście do lądowania

Jest - cały i zdrowy! i na ziemi -;)
Następne
latanie obyło się zgoła inaczej - kliknij
tu
|